Nie strasz dziecka

Są rodzice, którzy uważają, że dziecko dobrze wychowane, to przede wszystkim dziecko posłuszne. Uważają, że aby osiągnąć posłuszeństwo powinno się w nim wzbudzać lęk przed starszymi. Są też tacy, którzy twierdzą, że dziecko narażone jest na tak wiele niebezpieczeństw ze strony otoczenia, że po to, by je przed nimi ustrzec, należy je nimi straszyć.

Kilka najczęściej spotykanych przykładów: „Jak będziesz niegrzeczna, to ta pani cię zabierze”, „Jak będziesz się tak zachowywać to zobaczysz, że mama sobie pójdzie i zostaniesz sama”, „Uspokój się, widzisz, jaką ten pan ma teczkę?! Zaraz cię do niej wsadzi!”

Przyjście na świat, to pierwszy wielki psychiczny szok w życiu człowieka. Dziecko syte, chronione przed nagłymi wstrząsami, hałasem, zmianami temperatury przez okres trwania ciąży, doznaje poczucia bezpieczeństwa. Po trudach związanych z akcją porodową, zetknięcie się z nowym, otaczającym go zewnętrznym światem, pełnym nieoczekiwanych wstrząsów, dźwięków nie działa na nie zbyt zachęcająco. Doznany w tym momencie lęk w mniejszym lub większym stopniu będzie już towarzyszył mu do końca życia. Aby sobie umieć z nim radzić w przyszłości, by złagodzić ciężkie skutki szoku pourodzeniowego, konieczna jest dziecku nieustanna obecność matki. Dotykanie, tulenie, głaskanie jest szczególnie ważne w pierwszych sześciu miesiącach życia. Bliskość matki, daje poczucie tego bezpieczeństwa, osłabia jego niepokój psychiczny. Dzieci pozbawione tego kontaktu, zapadają na tzw. „chorobę sierocą”, której zewnętrznym objawem jest kiwanie się, do złudzenia przypominające matczyne kołysanie. Objawem zaburzeń rozwoju emocjonalnego jest najczęściej upośledzenie zdolności nawiązywania i podtrzymywania satysfakcjonujących związków emocjonalnych innymi ludźmi.

Profesor Antoni Kępiński twierdził wręcz, że każda choroba psychiczna, ma swoje źródło w przeżyciach z dzieciństwa, a zwłaszcza niepewności, co do swojego losu, w obawie, że matka gdzieś zniknie, a ojciec nie wróci.

Małe dziecko ma magiczny stosunek do świata. Praktycznie oznacza to, że wszystko, co nie jest znane i poznane, obdarza szczególną mocą, określonymi przez siebie cechami, a także swoistą logiką zdarzeń. Charakterystyczną cechą dziecięcej psychiki jest to, że nie potrafi ono różnicować zagrożeń związanych ze światem realnym i nierealnym. Taki rodzaj uogólnionych reakcji lękowych obserwuje się do 3 – 4 roku życia. Jest to rodzaj paniki, która wypełnia dziecko negatywnym uczuciem wywołującym reakcję znieruchomienia, uciszenia, która nie ma nic wspólnego kształtowaniem np. zasad „grzecznego zachowania w towarzystwie”. Innymi słowy, rozrabiająca na kolanach siedzącej w autobusie matki 3-latka, rezygnuje ze swojego zachowania nie dlatego, iż rozumie, że tak zachowywać się nie można, ale dlatego, że oczyma swojej wyobraźni widzi siebie zamkniętą w małej, trzymanej przez owego pana torbie, w której jest ciemno, strasznie i w której zostanie zaniesiona daleko od matki.

Dlaczego rodzice tak często posługują się straszeniem dziecka, szczególnie w sytuacjach społecznych, a więc w miejscach publicznych, podczas spotkania towarzyskiego, w domu? Odpowiedź jest prosta: Otóż postraszenie dziecka dziadem, babą, kominiarzem etc. Odnosi zwykle piorunujący skutek, przynajmniej w kilku pierwszych sytuacjach. Na dłuższą metę, wytwarzanie lęku, wywołuje wręcz odwrotny objaw. Dziecko im bardziej się boi tym bardziej staje się impulsywne, agresywne, pobudzone. Agresja jest bowiem emocją umożliwiającą mu redukcję lęku.

Inną konsekwencją straszenia dziecka jest najczęściej objaw lęków nocnych, zaburzeń snu, moczenia nocnego, a zatem szeregu objawów związanych z zaburzeniami nerwicowymi. Niestety objawy te nie zanikają samoistnie wraz z rozwojem dziecka. Nierzadko pod zmienioną postacią występują także w życiu dorosłym. Lęk przed dziadem przeformułowuje się np. w lęk przed mężczyznami, przed nawiązywaniem kontaktów z innymi ludźmi. Wór, torba, którą straszono w dzieciństwie, może stać się przyczyną lęku przed przebywaniem w małych pomieszczeniach, poruszania się windą itp.

Kiedyś Janusz Korczak, wielki wychowawca i pedagog, podczas wykładu w Instytucie Pedagogiki Specjalnej, zamiast jak zwykle rozpocząć wykład dla studentów, podprowadził do znajdującego się na sali aparatu rentgenowskiego małe dziecko i prześwietlił mu serce mówiąc: „Tak trzepoce się serce przerażonego dziecka”. Refleksję tę dedykuję zarówno katechetom „obrazowo” opisującym wizję mąk piekielnych, jakie czekają dzieci, które nie są posłuszne nauce kościoła, jak i rodzicom, którzy w metodzie straszenia upatrują rozwiązania kłopotów z niegrzecznymi dziećmi.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s